Monthly Archives: Sierpień 2013

Wyspa Maré i Wyspa Sosen (Ile des Pins) z Marion i Emilie

Zwykły wpis

Po wielu nieciekawych przejściach z Movie Makerem i Youtubem, wreszcie udało mi się dodać ten przecudnej urody filmik.

Na filmiku najpiękniejsza z Wysp Lojalności – Maré – w pełnym słońcu! Na uwagę zasługuje szczególnie wyprawa na Shabadran, ukrytą plażę dostępną tylko po przejechaniu pikapem przez las palm kokosowych i półtoragodzinnym marszu/wspinaczce przez ostre koralowe skałki. Na końcu czekała na nas nagroda w postaci najpiękniejszej możliwej plaży: piękne turkusowa lagunka obsiana niewysokimi skałkami, a nieco dalej bariera koralowa, o którą rozbijały się fale. Zdumiewające.

 

Po antrakcie, czas na Ile des Pins, wspomnianą już Wyspę Sosen, która jest dość turystyczna, ze względu na bliskie położenie w stosunku do Noumei oraz piękne plaże. Wyspa Sosen była też miejscem, które często odwiedzała ekipa Koh-Lanty – francuskiej wersji reality show, w którym gracze starają się przetrwać w dziczy. W Polsce to się nazywało „Wyprawa Robinson”, zdaje się… W każdym razie wyspa i jej plaże piękne, a część tych miejsc można było zobaczyć na wcześniejszym filmiku z naszej wyprawy z Julem.

Ostatnia część filmiku to partie południa Grande Terre, charakterystyczne ze względu na czerwoną ziemię. Oczywiście sztandarowy już Park Błękitnej Rzeki z pięknym ptakiem Cagou, a następnie Yaté, które z Doktorem widzieliśmy już w Wielkanoc.

 

A oto filmik:

Reklamy

Mitologia i totemy

Zwykły wpis

Wczoraj była piękna niedziela. Nic tylko jechać na plażę albo w jakiś niepoznany jeszcze kawałek naszej pięknej wyspy. Niestety tak się złożyło, że padł nam samochód i weekend był stracony. W związku z tym postanowiliśmy powłóczyć się trochę po Noumei. Centrum miasta było totalnie opustoszałe. Wszystkie sklepy pozamykane, nikt nie pracuje, nie trzeba chodzić do szkoły, piękny wolny dzień można spędzić przecież na plaży. Na szczęście Muzeum Nowej Kaledonii było otwarte!

Muzeum trochę zakurzone i eksponaty leżały w półmroku, ale nie brakowało przy nich opisów i paru legend Kanaków. W wielkiej sali natrafiliśmy na typową kanakową chatę wyłożoną matami z pandanusa i palmy kokosowej, gdzie mogliśmy usiąść i słuchać różnych opowieści wyświetlanych na telewizorze.

Przed chatą stało chyba dwadzieścia różnych totemów, symboli plemiennych, figur-strażników chaty i oraz elementów dekoracyjnych.

Jak już opowiadał mi jeden Kanak na Ile des Pins (Wyspa Sosen), chata zbudowana jest wokół głównego pala usytuowanego na środku, na którym wisi figurka strażnika. Dookoła poustawiane są mniejsze pale wspierające konstrukcję, a każdy z nich udekorowany jest symbolami rodu znajdującego się w danym plemieniu. W ten sposób bardzo symbolicznie ukazane jest życie społeczne w danym plemieniu: wódz jest głową plemienia, ale musi być wspierany przez rody. Chaty Kanaków są dość wysokie i mają formę stożka. Na samym czubku chaty wodzowskiej można zauważyć strzałę szczytową, która symbolizuje obecność wodza, a z praktycznego punktu widzenia, spina słomę położoną na chacie.

Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Nowej Kaledonii

W górnej części chaty, przy sklepieniu, jest miejsce duchów, mistyczna część życia Kanaków.

Rózne przedmioty były ukazane w gablotach muzeum, te codziennego użytku, i te używane od święta, do różnych ceremonii, tańców, czy obrządków.

Był jednak jeden przedmiot, którego historia najbardziej mnie zaciekawiła. Rzeźba noworodka.

Ze zbiorów Muzeum Nowej Kaledonii

Na szczęście udało mi się znaleźć zdjęcie tego samego przedmiotu na stronie muzeum (powyżej). Dla ciekawych, parę innych przedmiotów do obejrzenia tutaj: http://www.museenouvellecaledonie.nc/portal/page/portal/smp/expositions/expos_perm/objets_phares

 

Historia dość smutna, ale warta opowiedzenia. Kiedy kobieta Kanak jest w ciąży, tradycyjnie planuje się, że urodzi dziecko w chacie. Dziecko będące w brzuchu mamy nie ma jednak duszy. Mówi się, że dusza, tzw. „u” w języku drehu (z wyspy Lifou) opuszcza ciało zmarłego i dołącza do świata duchów, aż do momentu, gdy jest potrzebna by wejść w ciało dziecka. Proces ten zaczyna się, gdy kobiecie odchodzą wody, ale dusza zamieszkuje ciało noworodka dopiero od jego pierwszego krzyku. Przed tym momentem dziecko uznaje się za nieżywe (!!!). Na tym jednak się nie kończy. Dziecko oczywiście używa różnych dźwięków i specyficznego dla dzidziusiów gaworzenia. Nie jest to jednak jakieś tam nieznaczące trenowanie różnych głosek przez dziecko, a niezrozumiały dla ludzi język duchów. Dlatego też noworodek patrzy w górę, w część duchową chaty, gdyż jego duch tęskni za pozostałymi i nie chce zostać w świecie śmiertelników. Zadaniem matki jest zajęcie dziecka tak, by zaczęło spoglądać w jej stronę i przyzwyczajać się do ludzi. Czy nie jest to piękna historia? No ale nie wytłumaczyłam statuetki noworodka. Otóż, w przypadku, gdy matka umrze przy porodzie i zostawi za sobą żywego noworodka, Kanakowie chowają ją z taką statuetką dziecka w ramionach, by oszukać jej duszę. W ten sposób zmarła matka nie będzie wzywać duszy swojego dziecka z powrotem do świata duchów, gdyż będzie przekonana, iż trzyma swoje dziecko w ramionach. Brrr…

 

Nowa Zelandia – wspomnienie Północnej Wyspy

Zwykły wpis

Oto on. film, w który Doktor i ja włożyliśmy całe serce, ilustrujący naszą niedawną podróż po północnej wyspie Nowej Zelandii.

Zaczęliśmy od Auckland i Northland, czyli regionu na samym północnym czubku, a później zatrzymaliśmy się na chwilę w Hamilton, następnie w Matamata, czyli w Hobbitonie! Trzy dni zwiedzaliśmy Rotoruę, miasto usytuowane w regionie wulkanicznym, a na koniec zostały nam groty i jaskinie Waitomo.

W ramach bonusu: krótka wyprawa do Sydney :).

Park Błękitnej Rzeki po raz trzeci

Zwykły wpis

Tak, tak, wiem, kolejny raz to samo miejsce, ale jak już pisałam mieliśmy dużo gości i każdy gość musiał zapoznać się z tym pięknym parkiem, który jest położony o godzinę drogi z Noumei.

Tym razem postanowiliśmy wyprawić się z Julem w weekend na kombo: rower górski + kajak na terenie parku. Droga była taka sama jak poprzednio z Emilie i Marion: od mostu Perignon na Błękitnej Rzece do Wielkiego Kaori (drzewa). Powrót odbywał się po części kajakiem i po części rowerem. Super! Był tylko jeden problem: park był zamknięty. Park zamknięto na tydzień czy dwa, aby naprawić ścieżki po silnych ulewach i osunięciach terenu.

Organizator wyprawy rowerowo-kajakowej zapewnił jednak, że w tej części parku, przez którą musimy przejechać samochodem i później rowerem nie są uszkodzone i że władze parku pozwoliły mu otworzyć go dla jego grupy zorganizowanej.

A, no tak, był jeszcze jeden problem: pogoda była w kratkę. Niestety deszcz przeważał nad słońcem i szlaki zrobiły się baaaardzo błotniste. gdyby jeszcze to błoto było takie normalne jak w Polsce, to spoko, ale na pewno wierni czytelnicy pamiętają, że na Wielkim Południu kaledońskim dominuje ziemia w kolorze ceglastym, czerwonym, szkarłatnym, czy jakim tam chcecie. Pigment jest bardzo mocny i błoto, które pokrywało nasze ubranie spierało się po 3 praniach, a ze skóry po mocnym szorowaniu gąbką i … cifem. No mniejsza z tym. Wyglądaliśmy mniej więcej tak:

P1140778

Kolejna niespodzianka czekała po zdjęciu skarpetek przed kajakiem:

P1140780

W końcu jednak mimo deszczu i brudu udało nam się wślizgnąć na kajaki i ruszyć w niezapomniany spływ Błękitną Rzeką, aż do Zatopionego Lasu.

P1140855

A Zatopiony Las wygląda niesamowicie z perspektywy kajaku! Możliwości na slalom, przepływanie pod gałęziami czy wokół drzew są niezliczone!

A tutaj oczywiście czeka filmik ! Miłego oglądania:)

La video originale a ete bloque par Youtube suite aux problemes de droit d’auteur concernant la musique. Voici la version avec la musique differente est quelques images en plus :).