Monthly Archives: Wrzesień 2013

Ouvea, wyspa, która najbardziej przypomina raj

Zwykły wpis

Ostatnia z Wysp Lojalności należących do Nowej Kaledonii – Ouvea – rozgromiła pozostałe najpiękniejszym turkusowym kolorem morza, najbielszym i najdrobniejszym piaskiem. Udało nam się zwiedzić wyspę w ostatni weekend i jakże piękny był to weekend na zakończenie mojego prawie rocznego pobytu na końcu świata…

Ten filmik mówi wszystko. Oglądajcie i cieszcie serca, bo nic piękniejszego nie sfilmuję przez długi czas :).

Ach, a z tym rajem to nie żarty. Ouvea tak się reklamuje wśród turystów – wyspa najbliższa rajowi.

Wieloryby w zatoce Prony

Zwykły wpis

Jakiś czas temu wybraliśmy się z Julem, kuzynem Doktora, na jednodniową wycieczkę katamaranem, żeby obserwować WIELORYBY!

Płynęliśmy dość długo, z Noumei do Prony zabrało nam to 4 godziny, podczas gdy samochodem jedzie się 45 min… no ale dobra. Mieliśmy fajnego skippera Kanaka, który pod wielką czapą ukrywał długie grube dredy. Na statku była też jego córka, która przygotowała dla pasażerów kawę i herbatę. Pogodę mieliśmy ładną, aczkolwiek nie pełne słońce, a często niebo spowite chmurkami. Z jednej strony szkoda, że pogoda nie dopisała do końca, ale z drugiej trochę się cieszyłam, bo kompletnie zapomniałam okularów przeciwsłonecznych, a bardzo słoneczny dzień na wodzie może się bez nich źle skończyć.

Ledwo znaleźliśmy się za Wyspą Kaczek (Ile aux Canards), która znajduje się 5 minut od wybrzeża Noumei motorówką, a już zauważyliśmy stadko delfinów!

Znajdowały się zaraz przy katamaranie:)

delf

Ale nie o delfinach miało być, tylko o wielorybach! Nasz skipper cały czas słuchał cb radia, aż w końcu inne dwa statki się odezwały i powiadomiły, że wieloryby zmierzają dalej na południe, w kierunku Ile des Pins (Wyspa Sosen), ale że jeśli się pospieszymy, to je jeszcze złapiemy. Cała naprzód, motor w ruch i w końcu udało nam się je dogonić :)

A oto filmik z tej wyprawy zmontowany przez Jules’a z moimi drobnymi poprawkami:). Niestety, była duża fala przez co film trochę się trzęsie. W związku z tym duża część filmiku jest ukazana w zwolnionym tempie. Enjoy!

Koniec plecenia :(

Zwykły wpis

Cóż, nadchodzi w końcu ten czas, kiedy trzeba wrócić na ojczyzny łono. Wylatuję w sobotę. Dzisiaj mamy wtorek i miałam swoje ostatnie zajęcia z plecenia.

Na całe szczęście udało mi się skończyć dłuuuugo plecioną torbę i efekt jest powalający ;).

Po ostatecznym skończeniu torby miałam jeszcze trochę czasu, żeby zrobić etniczną bransoletkę:

Oraz ozdoby na pacyficzną Wigilię :)

DSC07118

 

 

Bransoletka wyjątkowo przypadła mi do gustu, a że jest prosta do zrobienia, to postanowiłam sobie, że takie porobię w Polsce :). A może najdzie mnie jeszcze na zrobienie jakiegoś pudełka? W każdym razie kupiłam 10 liści pandanusa ( i do tego jedenasty gratis od Regine, która prowadzi zajęcia ;) ).

Wiadomo, rozstania są trudne, a te zajęcia z plecenia liści pandanusa dawały mi dużo radości. Spotykałam tam zawsze Claude-Mai, z którą sobie gadałyśmy i Regine prowadząca też była bardzo sympatyczna (chociaż z charakterkiem;) ). Przykro mi było się żegnać i jej przykro było tracić taką pilną uczennicę ;).

DSC07119

 

Pogadałam jeszcze trochę z Endżi, drugą Kanaczką po Claude-Mai, którą spotkałam na zajęciach. Jak się okazało, Endżi działa w kościele i prawdopodobnie przyjedzie na Dni Młodzieży do Krakowa na spotkanie z papieżem Franciszkiem. Jak jej opowiedziałam, że nieopodal Krakowa są Wadowice i że można zwiedzać dom rodzinny naszego papieża to aż oczy jej się zaświeciły. Endżi i jej siostra, która akurat też była na zajęciach opowiedziały mi, że dorastały mocno związane z wiarą katolicką i że Jan Paweł II był papieżem od czasów ich młodości, w związku z czym czują się do niego przywiązane. Co ciekawe nie mówiły o nim „Jean-Paul II”, tylko papież Karol :). Dałam Endżi mój adres, żeby dała znać, jak będzie chciała przyjechać. Fajnie by było jakbyśmy mogły się spotkać po dwóch, trzech latach po mojej kaledońskiej przygodzie w Krakowie :).

Następnie Endżi spytała, czy robiłam z pandanusa maty śniadaniowe, na co oparłam, że nie. Endżi zerknęła szybko do szafy obok i wyciągnęła 3 maty śniadaniowe i 3 wachlarzyki (takie jaki zrobiłam wcześniej sama) i wręczyła mi je mówiąc, że będę miała na prezent dla znajomych :). Okazuje się, że są to wyplecionki, które robili na zajęciach w zeszłym roku i których nikt nie odebrał.  Spytałam, czy jest pewna, że mogę je wziąć, a ona machnęła ręką i powiedziała, że nikt nie zwróci uwagi, no i że to jest do dania komuś, więc równie dobrze ja je mogę wziąć :)

Koniec końców, mam całkiem duży pandanusowy dorobek…. Tylko jak ja to wszystko spakuję do mojej walizki?!

 

DSC07128