Tag Archives: nowa kaledonia

Co ja znowu plotę?!

Zwykły wpis

Jakiś czas temu chwaliłam się wyplecionym wachlarzykiem: https://liskaledonski.wordpress.com/2013/05/15/co-ja-plote/

Opowiadałam, że chodzę  na zajęcia co wtorek, żeby nauczyć się wyplatać tradycyjną kanakową metodą. Jako, że wachlarzyk został zrobiony dość szybko, z zapałem zabrałam się za coś trochę bardziej ambitnego: torba na zakupy.

Wyplatanie jest dość czasochłonne, bo poświęciłam na to 5 zajęć na razie (po 1,5 h każde) i końca nie widać :). W każdym razie wyplatanie z liści pandanusa (polskiej nazwy brak, chyba że mnie jakiś zapalony botanik oświeci:) ja bym go nazwała… trzcina pacyficzna;) )przynosi mi dużo radości! tym bardziej, że moja bardzo wymagająca instruktorka po raz pierwszy pochwaliła moją pracę dzisiaj! Po raz pierwszy usłyszałam z jej ust „parfait!” czyli perfekcyjnie, ha! Kto by pomyślał. Tym bardziej, że zabrałam się za wyplatanie po skosie, a nie w kratkę, jak na początku. Zresztą, zaraz wszystko wytłumaczę na zdjęciach.

IMG_3409

Oto moja blada twarz i dwie koleżanki Kanak: Claude Mai zaraz obok mnie, to prawie rodzina;) to ona zaprosiła mnie na zajęcia, a obok niej Endżi. Jak widać, wyplatam pierwszą warstwę torby bezpośrednio na drewnianym pudełku, w kratkę.

IMG_5523

Na zajęcia chodzę z torbą wypchaną pandanusem. Z torby wystają pocięte pasemka, których nie da się z żaden sposób ogarnąć!

IMG_5525

Liście plecie się wysuszone i poddane specjalnej obróbce. Tutaj rulonik 10 liści, które kupiłam po 70 franków za sztukę (= 2,50 zł za sztukę). Z jednego liścia otrzymuję 4 pasemka.

IMG_5527Przód torby został prawie dopleciony do końca, a bok torby stabilizuje pasemka, aby można je było prosto zapleść.

IMG_6649Efekt dzisiejszych zajęć: Projekt torby leży do góry dnem. Pierwsza warstwa zapleciona w kratkę została usztywniona kartonem, który teraz zaplatam po skosie. Szpilki trzymają pracę, aby się nie ześlizgnęła z kartonu.

Na następnych zajęciach nauczę się robić zakończenie torby i uszy :).

Reklamy

Moje numeańskie zachody słońca

Zwykły wpis

Nie mogłam się opanować, więc dokładam! Zachody słońca widziane z mojego balkonu. Plus stateczki, które wypływały z portu dzisiaj:).

Co ja plotę??

Zwykły wpis

Wczoraj miałam niesamowitą okazję iść na kurs tradycyjnego plecenia z liści! Okazuje się, że kurs taki organizowany jest w domach kultury przez urząd miasta i jest za darmo dla każdego chętnego.
Poszłam tam ze znajomą Kanak i szczerze mówiąc spodziewałam się, że będą tam same dziewczyny Kanak w sukniach misyjnych. Jakie było moje zdziwienie, gdy weszłam do świetlicy, a tam… same białe babki z Francji, średnia wieku… 50 lat? Prowadząca zajęcia też była biała i po 50-tce.
Myślałam, że kolejne 2 godziny mojego życia będą czasem zmarnowanym, szczególnie, że gdy moja znajoma mnie przedstawiła prowadzącej ta tylko spojrzała na mnie i nie mogąc ukryć rozczarowania (!), że przyszła kolejna osoba rzuciła na całą salę „proszę nie zapraszać na zajęcia więcej osób!”, zanim zdążyłam powiedzieć dzień dobry.

Potem było już tylko lepiej, bo nauczyłam się podstawowego splotu i zrobiłam wachlarzyk! Muszę się pochwalić, że poszło mi szybko i sprawnie i prowadząca sama powiedziała, że dobrze.

Na początku zajęć musiałam jednak kupić 10 wysuszonych liści jakiejś rośliny, która wygląda jak wielki dracena, a której nazwy nie pamiętam… Tym jednak się różnią te liście od liści palmy kokosowej, że muszą być wysuszone i poddane różnym zabiegom. Liście palmy kokosowej można zaplatać zielone.

Liście trzeba trochę wygładzić mniej więcej takim samym ruchem, jakbyśmy chcieli zrolować wstążkę za pomocą tępej strony nożyczek. W ten sposób liść jest bardziej prosty, a jego dolna część (która naturalnie jest sztywniejsza i grubsza, by utrzymać cały liść) bardziej elastyczna. Następnie musimy liść pokroić na węższe wstęgi. Robimy to za pomocą dużej igły: dziurawimy liść i następnie przesuwamy szybko igłę wzdłuż żyłek.

Otrzymane wstążki możemy już zacząć zaplatać

Efekt końcowy moich 2-godzinnych efektów jest zaskakujący :) W przyszłym tygodniu mam nadzieję, że będę pleść torebkę! :)

Chaty Kanaków

Zwykły wpis

Wioski Kanaków znajdujemy z trudnością, gdyż są poukrywane w cieniu drzew lub wysoko w górach. Ciekawe jest jak bardzo Noumea odcięta jest od tradycji kanak. Największe miasto Nowej Kaledonii przyciąga do pracy wielu Kanaków z prowincji i dzieli ich życie na dwie części: część miejską, gdzie pracują i spotykają się ze znajomymi i część tradycyjną: gdy wracają do wioski, gdzie są precyzyjnie zaszeregowani w hierarchii rodu i plemienia.

Charakterystycznym punktem wioski jest chata kanak. Miejsce spotkań, obrad, dyskusji lub rozstrzygania sporów. Rozsiane między drzewami znajdują się domy Kanaków, zawsze gdzieś w pobliżu chaty.

Wysiedliśmy z auta w pobliżu klifów Jokin na północy Lifou. Ledwo zamknęliśmy auto słyszymy, że ktoś nas woła ze swojego podwórka. Był to potężnej budowy Kanak z małą córeczką na ręku, drugą wyjmował jakieś belki ze swojego pickup’a. Zawołał do nas z daleka, że możemy wejść na jego podwórko i porobić zdjęcia chaty (case). Nic za to nie chciał, po prostu w Lifou przyzwyczajeni są do turystów. Chata rzeczywiście była imponująca, z rzeźbionym i udekorowanym muszelkami wejściem. W środku leżały maty, plastikowe i te wyplecione z trzciny.  Przed chatą stał maszt z powiewającą flagą kanak.